--- Moja Włosowa Historia ---
Post ten planowałam od bardzo dawna, ale jakoś nie mogłam się w sobie zebrać. W każdym razie dzisiaj zapraszam Was na MOJĄ WŁASNĄ WŁOSOWĄ HISTORIĘ, która niestety jeszcze nie kończy się happy endem, ale może kiedyś to nastąpi - na co mam wielką nadzieję.
Gdzieś posiadam zdjęcia z wczesnego z dzieciństwa, ale na ten moment nie mogłam ich odszukać. W każdym razie włosy moje to był kłębuszek mocno skręconych, bardzo jasnych loków. Im rosły dłuższe, tym coraz mniej się kręciły a bardziej falowały. Jeszcze w I klasie podstawówki były bardzo jasne, by rok później ściemnieć do koloru średniego/ciemnego blondu.
Włosów nigdy w dzieciństwie nikt mi nie obcinał. Przycinane były tylko końce regularnie a włosy rosły i rosły. Pamiętam, że gdy kucałam, leżały na ziemi. Najdalej sięgały mi za pupę. Mama myła mi głowę szamponem i nie nakładała odżywki. Pamiętam z dzieciństwa szampon Bambi. Potem już nie pamiętam żadnych kosmetyków bo nie przywiązywałam do tego żadnej wagi.
Czas podstawówki to w zasadzie bardzo długie, falowane włosy, gęste - przypominałam indiankę. Często nosiłam je w koczku lub w warkoczu, ponieważ nie uważałam ich wtedy jako atrybut piękna.
W gimnazjum w zasadzie tylko ja z moich koleżanek nosiłam długie włosy i często z tego powodu dokuczano mi. Zaczęłam więc je skracać, kombinować, na koniec rozjaśniłam je farbą Palette do blond włosów. Potem okazało się, że był to błąd. Kolor dość szybko zżółkł, pojawiły się odrosty. Przez kolejne lata wracałam do naturalnego koloru, który odzyskałam w liceum.
W III klasie liceum znudził się jednak znowu i zrobiłam mój pierwszy balejaż , którym byłam zachwycona. Od tego czasu w zasadzie nic nie zmieniało się w mojej fryzurze. Włosy rosły, były skracane, rosły znowu itd. Co 2 miesiące robiłam odrosty u fryzjera. Niestety wtedy też poznałam magiczną moc prostownicy i zachwyciłam się jak cudownie może układać me włosy tworząc idealnie gładką taflę.
Całe studia prostowałam włosy i robiłam odrosty u fryzjera. Później poszłam do pracy i postanowiłam nieco przyciemnić kolor - od tej pory balejaż był bardziej naturalny a odrosty mogłam nosić dłużej. Używałam byle jakich odżywek i szamponów. Kupowałam je intuicyjnie. Nie olejowałam ani nigdy nie stosowałam masek, bo nie widziałam takiej potrzeby. Włosy puszyły się - ale prostownica idealnie sobie z tym radziła. Włosy prostowałam, szczególnie grzywkę, bo kręciła się jak wściekła i zupełnie nie pasowała do reszty włosów. Dodatkowo smarowałam je jedwabiem Biosilk. Starałam się też systematycznie podcinać końcówki.
Odkąd mój balejaż stał się nieco bardziej naturalny troszkę mniej używałam prostownicy. Wtedy też (rok 2013) używałam szamponu Joanna Ultra Colour (przeciwko żółtym refleksom) oaz odżywek : Garnier Avokado i Masło Karite i Gliss Kur Oil Nutritive. Nadal nie widziałam za wiele o włosach.
To jedne z ostatnich zdjęć przed chorobą (wrzesień /listopad 2013) Zimą jakoś nie miałam okazji robić zdjęć a na wiosnę robiłam już raczej tylko obraz nędzy i rozpaczy, który pozostał z moich włosów :
Rok 2014 przywitał mnie ospą, którą przechodziłam w lutym a zaraziłam się od dziecka w pracy. Ospa była dla mnie bardzo ciężką chorobą, nie tylko wysypką i wysoką gorączką, ale chorobą z multum komplikacjami, powiększonymi węzłami chłonnymi na głowie, za uszami - guzy, z zaburzeniami równowagi (zapalenie móżdżku) i zagrożeniem zapaleniem opon mózgowych. Jest to jednak choroba wieku dziecięcego i dorośli ludzie bardzo źle ją znoszą. Przez te powikłania musiałam bardzo długo przyjmować lek HEVIRAN. W sumie zjadłam 3 opakowania po 50 sztuk 400mg tabletek. W marcu zakończyłam leczenie.
Pod koniec marca zaczęły masowo wypadać mi włosy. Każdego dnia budziłam się i z poduszki ściągałam 2, 3 ogromne garści włosów. Włosy wypadły w zasadzie z dnia na dzień pozostawiając łyse place na skórze głowy (szczególnie przy przedziałku i w okolicach zakoli). Reszta włosów uległa całkowitemu zniszczeniu (depigmentacja - stały się bardzo jasne, pomimo dużej ilości naturalnych włosów wcześniej, wysuszenie, przerzedzenie). W około 2 tygodnie wypadło 3/4 włosów. Zwróćcie uwagę na ich odbarwiony kolor - włosy naturalne, których było dość sporo wcześniej, znikły a te rozjaśniane stały się niemal białe.
Zdjęcia już po chorobie :
W stanach awarii (choroby) organizm przestaje odżywiać to, co mu jest najbardziej zbędne do funkcjonowania (włosy, paznokcie).
Początkowo myślałam, że to wiosenne wypadanie i zlekceważyłam sprawę. Fryzjerka poleciła mi wtedy maskę Kallos Keratin … stosowałam co 2 dni (przeproteinowałam włosy). Zaczęłam szukać w internecie haseł „włosy lekkie jak piórko” – bo takie właśnie były i tak dowiedziałam się o przeproteinowaniu.
Od tego czasu zaczęłam interesować się „włosomaniactwem”. Co robić dalej… trafiłam na blogi o olejowaniu… zaczęłam olejować, kupować wszystko co popadnie, testować na włosach. W tym czasie w moje ręce wpadło miliony odżywek, szamponów, masek itd.
Włosy coraz bardziej wypadały… zostawały na poduszce kępkami, podczas mycia kolejne kępy włosów. Masakra, nie do opanowania. Udałam się do dermatologa i chodziłam do niego regularnie przez 3 miesiące. Zaczęło się naciągactwo. Różne specyfiki, bardzo drogie… niekoniecznie skuteczne. Dodatkowo stosowałam to co wyczytałam na blogach. Wcierki Jantar, wodę brzozową Kulpol. Włosy zaczęły odrastać, małe baby hair, nowa grzywka…Po jakimś czasie wypadanie też troszkę ustąpiło.
Włosy w moim wieku już tak chętnie nie odrastają. Stają się leniwe - i aby odrosły, trzeba naprawdę się nad tym napracować. Systematyczne wcieranie wcierek w skórę głowy to podstawa : pobudzić włosy do wzrostu.
W maju ostatni raz pofarbowałam odrosty (wybierałam się na komunię mojej chrześnicy). Od tego czasu zaniechałam farbowania. Nie prostuję. Straciłam ¾ swoich włosów (od leków, od choroby i pewnie też od przeproteinowania). Chciałabym aby odrosły jak najszybciej. Wstydzę się aktualnie moich włosów, wyglądają na bardzo zaniedbane. Mam z tego powodu różne stany, czasami nawet płaczę z bezradności. Miałam też depresję. Wstydziłam się wychodzić do ludzi. Zaczęłam od zera...
Pielęgnacja ... Cały czas używam wcierek - aby przyspieszyć porost włosów, szamponów przeciwko wypadaniu, odżywek i masek, olejuję i kremuję włosy, czasami robię płukanki. Maski systematycznie nakładam po każdym myciu - chyba,że nie mam czasu, wtedy nakładam odżywkę BB Biovax. Olejuję włosy 1 lub 2 razy w tygodniu. Z reguły metodą rosołkową. Ostatnio próbuję też olejować na odżywkę bez spłukiwania. Zabezpieczam włosy serum olejowym Bioelixire lub jedwabiem Biovax /serum A+E Biovax. Większość kosmetyków do włosów jakie używam, opisuję na blogu - więc nie ma sensu bym teraz je tu wymieniała. Nie rozstaję się z maską Biovax do suchych i zniszczonych włosów oraz do blond włosów. Stawiam na nawilżającą, emolientową pielęgnację. Nie pomijam jednak w pielęgnacji protein - które nakładam jeden raz w tygodniu.
Moje naturalne włosy mają już 15 centymetrów. Ostatnio znowu je podcięłam (pisałam o tym w Akcji "Zapuśćmy się na wiosnę"). Bardzo jest mi źle w obecnym stanie włosów. Nigdy nie miałam tak brzydkich, tak krótkich i tak nędznych kłaczków.
Dodatkowo w sierpniu planuję ślub - nie wiem jak mam w takich włosach pójść do ślubu. Jak się uczesać, porażka... Staram się nie poddawać, dlatego też powstał ten blog. Blog, który motywuje mnie aby walczyć o nowe, zdrowe włosy.
"Włosy muszą być długie" - tylko w tym sensie, że "włosy muszą kiedyś odrosnąć".
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję, że jesteście ze mną!








